2008-03-23 21:49:00,
[
Linux
Zmiany
]
Czara goryczy się przepełniła i zaorałem po raz wtóry Ubuntu. Ogólnie ten system nie jest zły, ale... jak mówią diabeł tkwi w szczegółach. Najbardziej boli otępiałe community (bez urazy, ale wystarczy chwilę posiedzieć na forum Ubuntu, o polskim nawet nie chce mi się pisać) i ociężali developerzy. Błędy można sobie zgłaszać, ale i tak jakoś mam wrażenie że to walka z wiatrakami. Pakiety w Hardym notorycznie były spieprzone, czasem miałem wrażenie, że nikt ich nigdy wcześniej nie instalował - tak nie powinno być. No i od kilku tygodni nie byłem w stanie odpalić tunera HVR900. Problem prawdopodobnie tkwi gdzieś w okolicy mechanizmów budowania dodatkowych modułów (w tym przypadku Alsy) i skutków tego dla reszty systemu (w moim przypadku z braku wersji symboli był "kernel tainted", a z niewyjaśnionych przyczyn oops, po którym klawiatura przestawała reagować, całe szczęście że działał touchpad/trackpoint).
Po raz kolejny dochodzę do tego samego wniosku - Arch jest miły. Wszystko - począwszy od suspend, skończywszy na obsłudze backlight, laptop mode, skalowania procesora - wszystko jest opisane na stronach wiki. pm-utils w przypadku suspend to ram sprawdza się świetnie, a modyfikacje nie zajmują wiele czasu, przy czym sama konfiguracja suspend/acpi jest po prostu banalnie prosta i jasna. Znów czułem się jak wtedy, gdy pierwszy raz zainstalowałem "po swojemu" serwer na Slackware. Wszystko było tak, jak ja chciałem i wszystko tak działało. Jedynie tuner wymagał ode mnie nieco sztuczek magicznych (manualnej instalacji i uruchomienia media-daemona i przygotowania źródeł kernela, które są potrzebne do kompilacji, bo w paczce z kernelem brakuje kilku plików nagłówkowych). Laptop działa zaskakująco fajnie. Mimo tego, że kernel niby ten sam co w Hardym, wifi nie ma problemu z działaniem. Wszystko działa wyraźnie szybciej. Oczywiście był po drodze jeden czy dwa problemy, a i sama konfiguracja zajęła "ze dwie godziny", ale łatwość modyfikacji, czy wręcz robienia pewnych rzeczy wg. własnego pomysłu, daje w rezultacie laptopa, którego chce mi się używać ;).
Koniec linuksowego kryzysu (póki co).